Psie życie i psie żarcie

Miałem w latach młodości kundla zwyczajnego chyba pomieszanego trochę z wilczurem. Potrafił uciągnąć sanki ze mną w zimę a w lato bez problemu zrzucał mnie z roweru. Charakteryzował się niespożytym humorem i zawsze miał ochotę na jakieś psoty – taki szaleniec. Nikt w tamtych czasach nie miał pojęcia o prawidłowym odżywaniu psa na poziomie takim jak jest dziś, ot dostawał michę pomidorówy z ryżem lub zestaw kości z kurczaka. Wcinał aż mu się uszy trzęsły i oczy świeciły.

Dlatego zastanawiam się na dzisiejszym psiakiem, który absolutnie nie może spać w budzie, mieć wesz, pcheł, lub kleszczy no i oczywiście nie daj Boże, żeby jadł resztki z stołu swojego Pana – śmierć na miejscu murowana. Skazany na suchy pokarm, do którego trzeba go czasem przymusić bo je tak chętnie jak ja daje księdzu stówę na tacę.

Jakoś tak patrząc na niego trudno mi uwierzyć, ze producenci dodają do pokarmów jakieś środki uzależniające bo psina na widok michy suchej karmy reaguje jak ja na kolejne szkolenie BHP w robocie. Czasem rzucę jakąś resztkę ziemniaków z sosem po Pańskich resztkach stołowych i bardziej wesoły i żarty się go trzymają.

No ale karma dla pswprzez zwierzęcego felczera zalecona być musi bo inaczej wrzody, raki i inne choroby psie niechybnie Azora dopadną a ja coś czuję, ze to bardziej celowanie w mój i tak chudy portfel niż w zdrowie zwierzęcia, który od tych wszystkie E- zacznie mówić ludzkim głosem. I się wtedy okaże, ze woli rosół z makaronem a nie kolorowe suchary – przecież i tak kolorów psina nie widzi.

O Redakcja

Autorem artykułu jest Redakcja serwisu bre.net.pl. Kopiowanie w części lub całości bez zgody redakcji jest zabronione.